O KRYSTYNIE I JACKU GAWROŃSKICH
małżeństwie chemików.
ON –
profesor i kierownik Zakładu Stereochemii Organicznej Wydziału Chemii
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. ONA –
doktor w tym Zakładzie, który pracuje nad… (tutaj moje pokorne
nierozumnie)… syntezą i konformacją makrocykli i oligomerów
organicznych; metodami spektroskopowymi (dichroizm kołowy) w
strukturalnej chemii organicznej; i chiralnymi układami
dyskryminującymi; oraz nad syntezą stereoselektywną; asymetryczną
katalizą… Ale Krystyna i Jacek, to nie tylko para wybitnych polskich
naukowców, publikujących w wielu liczących się pismach na świecie,
takich jak Journal of
the American Chemical Society i Chemistry – a European Journal, to
również urocza para ekscytująca się literaturą i sztuką. Jej
najlepszymi przejawami w Polsce i zagranicą..
Jacek Durski: Witaj
Krystyno! Wiem jak bardzo, Ty i Jacek interesujecie się teatrem,
literaturą artystyczną, malarstwem… Powiedz proszę, coś o tym –
Poznań, Polska.
Krystyna Gawrońska: Witaj
Jacku. Poznań to przede wszystkim wielki ośrodek akademicki,
różnorodne inicjatywy kulturalne wychodzą, więc między innymi z tego
środowiska. Nie podejmuję się komentować wielu ciekawych wydarzeń –
mógłby to zrobić ktoś o tak szerokich zainteresowaniach, jak Ty,
Jacku.
Jestem związana z Uniwersytetem i jest mi
bliższe to, co dzieje się w okolicy. Mamy, więc słynną Aulę
Uniwersytecką, miejsce występów znanych w Polsce i w Europie orkiestr,
solistów, chórów. Niegdyś odbywały się tam spektakle kabaretu „Tey”.
Tuż obok jest Akademia Muzyczna z konkurującą salą koncertową oraz
Zamek, stanowiący centrum kultury. W Zamku także „Blue Note” z
częstymi występami awangardowych zespołów i solistów. Ostatnią ścianę
Placu Mickiewicza tworzy Teatr Wielki, czyli Opera. Oczywiście to
tylko wycinek z pejzażu Poznania. Są inne teatry (w Teatrze Nowym m.
in. „Wujaszek Wania”, „Kolacja na cztery ręce”), jest nowy Stary
Browar ze swoją Słodownią, terenów użyczają Targi Poznańskie (niedawno
widowisko „Ça ira”). Dzieje się w Poznaniu dużo, choć chciałoby się
częściej widywać wielkie nazwiska i spektakle.
J.D.: Witaj
Jacku! A Ciebie proszę o ocenę sztuki w Stanach Zjednoczonych. I o
porównanie rynku sztuki – polskiego z amerykańskim.
Jacek Gawroński: Jacku,
stawiasz mnie w trudnej sytuacji. Jestem tylko zwyczajnym
obserwatorem, który ma w dodatku skłonności do wyszukiwania różnic i
podobieństw między sztuką i nauką (ta druga jest dla mnie bardziej
zrozumiała). Obie nie obroniły się przed przemożnym wpływem komercji,
wcześniej w USA niż w Polsce. I nie mam zamiaru krytykowania tego
procesu – jest on nieunikniony i w pewnej mierze konieczny.
Niepokojące jest jednak kształtowanie świadomości nowych pokoleń do
pogoni za zyskiem i użytecznością. To, co w nauce było najcenniejsze –
dążenie do prawdy, dobra i piękna – nie jest już najważniejsze. W
istocie poza prawdą liczą się w nauce aplikacje, technologia,
produkcja. To wysunęło Stany Zjednoczone na pozycję supermocarstwa,
ale nie uczyniło Amerykanów lepszymi, wrażliwymi na poglądy i potrzeby
ludzi w innych zakątkach świata. Sztuka w dominującej części zamienia
się w karuzelę rozrywki, niespełniającą kryterium wzbogacania,
upiększania, czynienia lepszym. Uprawianie sztuki i nauki w czystej
postaci stało się zajęciem tak elitarnym, że niepraktycznym.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że
amerykańskie elity intelektualne stanowią ścisłą czołówkę w nauce i
pozostają w czołówce awangardy w sztuce. Bardziej niż u nas słyszymy,
więc w USA trzeźwe głosy, ostrzegające o błędnym kierunku rozwoju
cywilizacji. Właśnie stamtąd słyszy się o „Końcu nauki” (John Horgan)
i „Końcu sztuki” (Donald Kuspit), rozumianych jako brak prawdziwie
wielkich, przełomowych dokonań w epoce postindustrialnej i
postmodernistycznej.